Napisane przez: marianka | październik 27, 2009

Napisane przez: marianka | czerwiec 11, 2009

Urodziny

Osobiście uważam ten posrany zwyczaj jest cholernie frustrujący. Przypomina ludziom o upływającym czasie i wpędza ich w depresję. O ile do magicznego momentu przejścia w dorosłość bez żadnego mądrego powodu marzymy o następnych urodzinach, o tyle każde kolejne po przekroczeniu granicy pełnoletniości wpędzają człowieka w bezdenną studnię rozpaczy. No dobra, może nie aż tak bezdenną. Ale faktem jest, że są dwa dni w roku, których nienawidzę. Sylwester i moje urodziny. Każdy z nich z tego samego powodu.  To dwa dni, które sprzyjają podsumowaniom i rozliczaniu się ze swoich planów, osiągnięć i niespełnionych obietnic. Prawdopodobnie jedynymi osobami, które mogą cieszyć się z istnienia zwyczaju świętowania tych dwóch dziwnych dni w roku (a nawet z ich destrukcyjnego wpływu na samopoczucie)  są producenci alkoholu i dilerzy haszu.

A zatem idę po piwo.

Napisane przez: marianka | maj 15, 2009

Cimitero acattolico di Roma

cment1

cment2

cmnt3

cment4

cment5

Napisane przez: marianka | kwiecień 25, 2009

24-2

24-3

24-4

24-5

24-7

24-9

24-10

24-11

24-12

Napisane przez: marianka | kwiecień 4, 2009

nie mam specjalnej ochoty na pisanie ostatnio, bo działy się raczej same nieprzyjemne historie, zamieszanie jak z telenoweli przeradzającej się w jakiś kiepski bardzo thriller…
Zatem napiszę tylko, że aktualnie jestem w Polsce, odpoczywam od rzymskiego zamieszania, i przemieszczam się co parę dni. Wyruszam dziś z Poznania do Opola, skąd bezpośrednio później jadę do Kielc, a następnie do Drawska, żeby stamtąd już do Poznania na samolot jechać. W razie czego nr polski mam wciąż ten sam, więc jakby ktoś nabrał ochoty na spotkanie, to czekam na znak sygnał… :)

Napisane przez: marianka | marzec 4, 2009

Wybrałam zajęcia na drugi semestr. Oczywiście nie ma wśród nich ani jednych, które nie kolidowałyby czasowo z innymi. Cztery kursy, i z każdego przynajmniej 2h w tygodniu pokrywają się z innym. Szał. No i będę musiała to jakoś sprytnie rozegrać, bo tym razem wzięłam same kursy magisterskie, czyli wszystko już wymaga ode mnie faktycznego przygotowania. I prawie wszystkie są  translatorskie, więc nie jestem już taka pewna, że sobie poradzę. Póki co mam poważne problemy z pobudką, muszę się przestawić znowu z trybu nocnego na dzienny i zacząć się zaprzyjaźniać z budzikiem.

W domu aktualnie językiem urzędowym jest włoski z niewielkimi tylko wtrętami angielskimi, więc moje szare komórki się buntują cholernie.

Generalnie chwilowo siły brak…

Napisane przez: marianka | marzec 4, 2009

squat

squat2

prawo

it1

aqu2

codz2

kapitol

kapitol2

kapitol3

kapitol5

kapitol6

forum

Napisane przez: marianka | luty 21, 2009

Siedzę w domu od wtorku – chora, wściekła i zestresowana. Przeziębiłam się paskudnie, i w związku z tym nie chodzę na kurs intensywny, z który wiązałam spore nadzieje, bo szczerze wierzę w jego skuteczność edukacyjną. W poniedziałek kolejny egzamin, we wtorek następne dwa, jak to przeżyję, i uda mi się zdać wszystko to chyba będę świętować hucznie…

Z mieszkaniem się trochę poukładało – tzn. nie muszę się wyprowadzać, a dziewczyna która będzie mieszkać ze mną już sie wprowadziła (wraz ze swoim tirem pakunków i problemami z facetem), więc aktualnie jest nad w domu 4 i czasem bywa tłoczno, ale zapowiada się ciekawie. Moja nowa współlokatorka jest Włoszką z krwi i kości, prosto z Neapolu, chwali mój włoski, ale często uparcie stara się mówić do mnie po angielsku, bo liczy na to, że czegoś się ode mnie w tej dziedzinie nauczy.

Poza tym – wszystko się zmieni w ciągu najbliższego tygodnia – 28. dziewczyny wyjeżdżają, zostaję w domu sama z Kierowniczką (tak nazwaliśmy Włoszkę, z powodu jej popędu do porządkowania otoczenia i zarządzania), więc koniec pogawędek przy kawie po polsku… Nowy semestr, nowe zajęcia, może zdołam znaleźć jakąś robotę…

ale na razie – do książeeeeek MARSZ!!

Napisane przez: marianka | luty 21, 2009

koty

okiennice

wiadukt

wiadukt2

pp

chleb1

chleb2

Napisane przez: marianka | luty 4, 2009

Jak się okazuje, nie dane mi jest czerpać czystej przyjemności z uroków sesji. Nie mogę odciąć się od świata, kursować spokojnie, pomiędzy biblioteką, zajęciami z włoskiego i mieszkaniem, w którym czeka na przeczytanie stos książek do przeczytania. Nie mogę, bo niestety włoska natura istoty, od której wynajmuję pokój znowu nie daje mi zapomnieć gdzie jestem i jak bardzo nie może ten pobyt być prosty. Otóż jestem zmuszona do kolejnych poszukiwań nowego mieszkania. Jest to tym bardziej denerwujące, że byłam już przekonana, że w obecnym zostanę do końca, przynajmniej tak byłam umówiona z właścicielką. Ale niestety wyrachowanie owej kobiety wzięło górę, i niestety okazało się, że bardziej jej się kalkuluje wynająć całe mieszkanie jednej ekipie, wywalając mnie z obiecanej jedynki, niż szukać ludzi do wolnej dwójki. Teraz z całym ogrom moich gratów, których w nadziei na uniknięcie przeniesień nazwoziłam sporo, z egzaminami na głowie, intensywnym kursem językowym właściwie w toku, będę musiała znaleźć czas na zwiedzanie kolejnych mieszkań i domów w poszukiwaniu kawałka miejsca dla siebie. Nawet nie wiecie, jak bardzo jestem wściekła…

Starsze wpisy »

Kategorie